Powrót na stronę głowną

Powrót do autorów

 

        Strona Witka Ryszkowskiego                                                   

         Redakcja nie miała tu nic do roboty.

 

Wprowadzenie

50-lecie

Jubileusz

Smok i smog

Prawdziwy emeryt

W_samochodzie

Głupi sen

Natchnienie basenowe 

Na zakończenie 

 

 

 


50-lecie 
Pięćdziesiąt lat minęło.
Dużo to i mało.
Dla świata - mgnienie oka,
Dla nas - życia cała epoka.
Wiele się przez ten czas zmieniło,
Jednych ubyło, drugich przybyło...
Wydorośleli bardzo nasi synowie,
Niejeden posiwiał już włos na ich głowie.
A i z gromadki wnuków spora jest pociecha,
Wprawdzie na Babcię i Dziadka
Czasem ktoś narzeka,
Ale Babcia i Dziadek z wnuków swoich dumni,
Cieszą się, że im rosną piękni i rozumni.
A nawet pierwsza wnuczka,
Dla nas taka mała,
Dziś już zupełnie nam wydoroślała.
A tak niedawno jeszcze małe były dzieci...
Strasznie szybko, za szybko
Ten czas życia leci...
Świat zmienia się wokoło
I pięknieje wszędzie,
Szkoda, że już drugiej 50-tki nie będzie...
A tym co te lata z nami przeżywali,
Kiedy smutno bywało, czy było wesoło,
Tym co teraz świętują tu z nami wokoło,
Serdecznie i radośnie wszystkim dziękujemy
I nie aż lat 50,ale jeszcze trochę z Wami pobędziemy.

                                                                                                     Powrót do spisu

 

 JUBILEUSZ (parafraza Boya)

Nie wiem, który to nasz przodek
W przydługi ponoć karnawał
Gdy wyczerpał wszelki środek  
Skąd wziąć jaki świeży kawał,|

Wraz, po formy dążąc nowe,
Chwycił kpiarstwa kaduceusz,
Skrobnął się nim mocno w głowę 
I wymyślił – jubileusz.

Przyjęła się ta zabawa,
Jako, że w niej leży sposób,
Co każdemu daje prawa
Kpić z najszanowniejszych osób;

Lecz, że wszystko mija w świecie,
(Niech go jasny piorun trzaśnie)
I zdarzyć się może przecie,
Że tradycja ta wygaśnie,  

Podam więc tu przepis cały, 
By wszedł do wrocławskich kronik,
Na ten jubel, tak wspaniały,
Jak w Krakowie jest „lajkonik”.  

Bierze się do tego celu
Babę i starego pryka;
Sadza się ich na fotelach
I siarczyście się ich „tyka”. 

Odmiany wszak prawa znacie,
Trudności nie będzie zatem; 
Więc: jubilat, jubilaci,
Jubilatka z jubilatem...  

Publiczności zastęp liczny
Hurmem obsiada galerią,
A cały ten obchód śliczny
Jubilaci biorą  serio.

Wstaje rzędem człek niektóry, 
Kogo tam zaswędzi ozór,
I wygłasza srogie bzdury
W uroczysty dmąc je pozór. 

Brzmi powaga w każdym słowie,
Choć od śmiechu drgają rzęsy: 
O, bo myśmy we Wrocławiu...... 
Wszystko straszne ąsy, ęsy. 

Reszta słucha, oczy mruży,
Kpiąc po trosze z jubilatów
Z tego, który tu bajdurzy
I z bajdurzeń adresatów.       

 „Z uwielbienia pełnym łonem
Stawam tu, czcigodni moi,
Z sercem...te...tak przepełnionem,
Że mi ledwo tchu nie stoi. 

A zasługi wasze duże,
Żeby trzeba, jakem szczery,
Ryć...te...spiżem... na marmurze...
(Po cichu: cztery litery) 

Wasze słowa, mądre, wieszcze,
Żyć w narodzie będą święcie,
I prrrawnuki wasze jeszcze
Mieć je będą...(cicho: w pięcie).

Więc, gdy zasług jubilatów
Żaden czasu grom nie zetrze,
Niech nam jeszcze długie lata...
(Po cichu: psują powietrze...)” 

Coś tam jeszcze mówca bąka,
Orkiestra kropi fanfarę,
Jubilaci się wzruszają,
Łez rozkoszy roniąc parę 

Et caetera, et caetera,
Tu gadają, tam gadają,
„...Praca żmudna, ciężka, szczera...”
(Jubilaci powiadają) 

I tak dalej, i tak dalej,
Coraz cieplej, coraz parniej,
W końcu, obiad w dużej sali,
Barszczyk, łosoś, comber sarni, 

Znów podają jubilatów
W różnych sosach na patelni,
Znów się każdy z nimi brata,
Kpiąc z nich coraz to bezczelniej,

Aż wreszcie, dobrze gdzieś rano,
Gdy wyssą wszystkie likwory,
I każdy ma pałę zawianą,
A brzuch ma od śmiechu chory, 

Odwożą dziadków do domu,
Gdzie w pierzynie ciepłej legną,
Nim ku nowym takim godom,
Znów następne latka zbiegną.
             

                                                                                                 Powrót do spisu

 

        Smok - smog

 W dawnych, zamierzchłych czasach, które zasnuwa mrok  
w Krakowie pod Wawelem żył bardzo straszliwy smok.
Straszył ten smok okrutny - Kraków i okolice,
a na śniadanie zjadał trzy najpiękniejsze dziewice.
Gdy głodne było smoczysko, co je - nie patrzyło wcale.
Chętnie by pożarł ,bestia, z Królem - tronową salę !

 Widział więc Król z Wawelu, że miasta nadchodzi zguba
i bardzo przed smokiem drżała córeczka jego luba.
Ogłosił Król :"Niech ze świata całego zjadą rycerze
żeby pokonać smoka !"
Jadą więc w dobrej wierze na koniach, w bryczkach, karetach,
a jeden to na rowerze !
Zwycięzca smoka za żonę piękną księżniczkę bierze ! 

Gdy smok zobaczył rycerzy, spojrzał na nich okrutnie
i jak tu ogniem nie zionie i jak któremuś coś utnie !
Bo w paszczy miało smoczysko potwornie ostre zęby
a ogień i smród okrutny ostro leciał mu z gęby.
Uciekli dzielni rycerze, uciekli tam gdzie pieprz rośnie
na nogach, na koniach w karetach, a wyglądali żałośnie
I uciekł ten co z rowerem, a rower połamany
wkrótce przez mieszczan krakowskich został zezłomowany. 

Na Kraków strach padł blady. Oj zbliża się nasza zguba !
Co robić, jak się ratować ?! Usłyszał to szewczyk Skuba.
Myślał od zmierzchu do rana, a potem poszedł do Bacy
i kupił od niego barana. Pomyślał - to będzie cacy !
Barana wypatroszył, siarką go naładował,
trucizny dosypał przeróżne i go przed smokiem nie chował
tylko postawił przy jamie by smok go spałaszował.

 Gdy smok rano wyjrzał na świat, kłapnął paszczą okropną
i natychmiast barana zjadł.
Oj co się potem działo ! Smok wodę spił całą z Wisły !
Co się z nim teraz stanie ? Snuli mieszczanie domysły.|
Wtedy się okazało, że pomysł był doskonały.
Opity smok wawelski rozpuknął się w kawały !

Było święto w Krakowie co trwało przeszło rok !
Lecz potem... O losie straszny ! Ze smoka powstał smog !
I odtąd smog straszliwy zwiększa się z każdym rokiem,
a walka z nim jest trudniejsza niżli z wawelskim smokiem.
I truje ten smog ludzi, ciągle ofiary bierze.
Nic nie pomogą tutaj nawet najtężsi rycerze.

Znów musi się znaleźć w mieście dzielny i mądry Skuba.
Pomyśli jak to uczynić by na smog przyszła zguba.
I przyjdzie, miejmy nadzieję, już wkrótce taki rok,
że z Krakowa odleci na zawsze smoczy smog.

 Wrocław 08.12.2013

                                                                                          Powrót do spisu

 

Moje wierszowanie ma pewne fazy. Raz ta "wena" jest , raz jej nie ma.

                      Czasem są to utwory z jakiejś okazji, czasem zupełnie bez.
Czasem przyśni mi się coś w nocy (Kosz w Krakowie), czasem pod wpływem dość nudnej
czynności (pływanie na basenie, gdzie regularnie bywam).
Brałem też udział w "bitwach" na improwizowane limeryki ale nic z tego nie zostało zapisane
 i w większości umknęło  z pamięci.

Na początek więc limeryk wymyślony dziś specjalnie dla Julka bo tak naciskał o te materiały to niech ma :

 
                          Pewien Julek, inżynier ze Śląska,
                          Co poezja wciąż mu w głowie kląska,
                          By płeć piękną całą zjednać sobie
                          Wierszyk stworzył piękny na Dzień Kobiet
                          No a innym starczyć musi kwiatów wiązka !
                                                                                Powrót do spisu

 

 

65 lat - prawdziwy emeryt !
co się śmiejecie tam do cholery !
To wcale nie jest takie głupie
być emerytem- mieć wszystko w ... nosie !
Oj niejednemu chciało by to się.
No i co robi dziadek - emeryt ?
To przecież proste jak dwa i dwa -cztery.
On nic nie robi, on nie pomaga,
nie bawi, nie uczy, ot taka łamaga.
A żonie-babci służy bez mała
głównie do tego aby nań krzyczała.
Lecz czasem coś tam za serce go chwyta
i dziwnie dziadka pcha - emeryta,
by działać, pojechać, poprawić, zrobić,
wnuki do szkoły w czymś tam przysposobić,
piosenki pośpiewać, pograć, się pobawić,
przyganić, pochwalić, co jest złe naprawić...
Nie zawsze to dobrze dziadkowi wychodzi.
No cóż, lata, zdrowie - wybaczcie mu młodzi.
A jak czasem ten dziadek niemądrze coś powie,
to intencje ma dobre - winien mętlik w głowie.
I dziś w urodziny dziadka - emeryta
zdrowia życzcie, uśmiechu - to za serce chwyta.
I roztkliwi się dziadek, rozmarzy, rozanieli...
No - byle nie za dużo, bo znów wierszyk strzeli !

Dedykując ten wierszyk wszystkim Babciom i Dziadkom
z naszego roku pozdrawiam i pozostaję z poważaniem

   

                                                                       Powrót do spisu

 

 

 

 

 

Czekałem w samochodzie. Chyba na żonę co coś załatwiała :

 
                          Wrocławski wieczór,
                          siedzę w aucie - czekam.
                          Słyszę jak życie
                          przez palce przecieka...
                          Nikt mnie nie popędza,
                          Nikt mnie nie pogania
                          i wcale dość nie mam
                          długiego czekania.
                          Siedzę więc sobie w aucie
                          i spokojnie czekam,
                          a czas ucieka, ucieka, ucieka...

                                                                              Powrót do spisu

 

 
Ten to mi się przyśnił. Taki głupi sen, że w Krakowie kupowałem kosz na śmieci :
 
                         Byłem dziś w nocy w Krakowie.
                         Kupowałem kosz na śmieci.
                         Muszą gdzieś wrzucać swe wiersze niewydarzeni poeci !
                         Kupiłem kosz owszem, ładny
                         Potem przejrzałem się w Wiśle...
                         Zbudziłem się we Wrocławiu,
                         Szukam w swoim umyśle...
                         Dlaczego ten kosz? ten Kraków?
                         Nikt chyba się nie dowie,
                         Czy wiersze, czy też kosze najlepsze są w Krakowie.

 

                                                                        Powrót do spisu

 
       

                        A teraz z "natchnienia basenowego"

 
                         Dziś ma godzina na basenie
                         Bardzo ja sobie ten czas cenię.
                         Gdy przepłynąłem dwa baseny,
                         Poczułem przypływ twórczej weny.
 
                         Jakie ja teraz stworzę fraszki
                         i limeryki bądż igraszki różne
                         Wierszowane, słowne...
                         W jakości swojej wprost kunsztowne !
 
                          Następne płynę trzy baseny
                          I jeszcze większy jest wzrost weny.
                          Teraz ja stworzę poematy !
                          Gdzież Mickiewicza "Powrót Taty"
                           Czy Słowackiego różne twory.
                           Teraz ja będę tworzył wzory,
                           Które zachwycą pokolenia !
 
                          Pluskam więc wodę od niechcenia
                          i widzę już te zachwycenia
                          Nad każdym nowym mym utworem!
                          Lecz nagle cóż, koniec natchnienia !
                          A tyle było do stworzenia ...
                          Lecz wenę zżarła woda z chlorem.
 
                      P.S. I dobrze się stało.
                             Bo rzekłby brat Maciek do Bartka - brata :
                             Zwariował nasz Tata na stare lata !

                                                                           Powrót do spisu

 
 

 

I to by było na tyle tym razem. Innym powodzenia w tym dziele. Może jeszcze podeślę jakieś

 "utwory wybrane "
                          Cześć
                               Witek